Dużo emocji przyniósł mecz, który odbył się w sobotni wieczór w hali im. Mieczysława Łopatki w Gnieźnie. Spotkały się sąsiadujące w tabeli PGNiG Superligi Kobiet MKS PR Urbis Gniezno i KPR Ruch Chorzów. Druga z drużyn do spotkania przystępowała bez punktów w tabeli. Gnieźnianki po dramatycznej potyczce z MKS FunFloor Lublin, dwie kolejki wcześniej miały w swoim posiadaniu dwa punkty. Wiadomo było, że ta potyczka jest arcyważna dla obu ekip.

Trudno było wskazywać faworyta tego spotkania przed jego rozpoczęciem. Obie ekipy przystąpiły do rywalizacji niezwykle zmotywowane. Obie ławki rezerwowych „żyły” przez 60 min. Od początku jednak prowadziły gnieźnianki. Świetnie, w bramce spisywała się Dominika Hoffmann, która musiała wziąć na swoje barki trudną rolę podczas nieobecności Darii Koniecznej oraz Antoniny Cieślak. Działacze MKS-u zdecydowali się nawet „reaktywować” Lidię Kobyłecką, która już jakiś czas temu postanowiła zakończyć sportową karierę. W gronie chorzowskiej drużyny także dobry mecz rozgrywała bramkarka, Monika Ciesiółka. W pierwszej połowie można było zobaczyć sporo strat po obu stronach. Nie brakowało dwuminutowych kar oraz zaciętej, fizycznej rywalizacji. Świetnie rzucały Martyna Matysek oraz Monika Łęgowska w gronie gospodyń oraz Natalia Kolonko i Marcelina Polańska. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem MKS-u 14:11. W drugiej odsłonie chorzowianki odrabiały straty i skorzystały nieco z momentu kryzysowego w drużynie gospodyń doprowadzając do jednej bramki straty. Wtedy gorszy moment gry gnieźnianek minął. „Pszczółki” przejęły inicjatywę i nie oddały jej do końca gry. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodyń 29:25. Kolejny mecz MKS rozegra już za tydzień w Elblągu, gdzie zmierzy się z tamtejszym Startem.

Fot. Damazy Gandurski / Off Book. Agencja reklamowa.